piątek, 18 listopada 2016

Prawdo gdzieś Ty

Prawdy do życia nam potrzeba
Jak kromki powszedniego chleba.
Już słyszę głosy:
Bez prawdy się obędziemy.
Bez chleba, niechybnie pomrzemy.

Zapytam - skąd więc prawdy, pilna potrzeba?
Nie wiecie? – Bez prawdy wyschnie społeczna gleba!
Nie rozwinie się roślinność uczuciowa
I atmosfera międzyludzka będzie niezdrowa.
Stosunki międzyludzkie skarłowacieją
A uczucia, najzwyczajniej pomdleją.
Takie jest moje – Prawdy – postrzeganie!
– Czy jednak zyska ono powszechne uznanie?
Słyszałem, że bez prawdy obyć się możemy.
A jedynie, bez chleba, rychło pomrzemy.
Znowu, zza pleców, niektórych podszepty dolatują
Że żadnych prawd, do życia nie potrzebują.
Wygląda jakby niewielu murem za prawdą stało.
- Czyżby nam kłamstwo życie ułatwiało?

Prawdo! Gdzie jesteś? W te słowa odezwij się:
„Jeśli chcecie żyć godnie, musicie uznać mnie
Za niezbędną – czy to się komu podoba, czy nie!”

Znowu te podszepty! – Choć za Tobą murem stoję.
– Czy się im oprę? Czy wytrwam i do końca ustoję?
One zwątpienia, do mej głowy podrzucają
I „Gdzie twoja Prawda?” – głośno już wołają.
A no! – Gdzie jesteś? Wszyscy Cię szukamy.
– Czasem się zdaje, ze Cię w swych progach witamy.
W ukłonie, każdy przyjąć Cię, godnie się stara
A tymczasem Ty pierzchasz niczym wietrzna mara.

Co ja robię? – O jednej prawdzie mówię?
Czuję, że błądzę i Prawdę o Prawdzie gubię.
Słyszy się, że prawd jest tyle ile ludzi
I każdy udowodnić swoją się trudzi.
Słyszę też – Prawd jest tyle ile pojęć, ile rzeczy
Każda woła: Jam jedyna! – Czy ktoś zaprzeczy?


Mimo, że o Prawdzie, od wieków ludzie dywagują.
Nadal ich, nowe Prawdy zewsząd obskakują.
Nie jednemu, Prawdy sen z powiek spędzają.
Bywa, że niektórzy życie, za Prawdę oddają.
Powiem jedno – by godnie i zgodnie nam się żyło
Pokochać bliźniego jak siebie samego – by wystarczyło.
Głęboka wiedza, o życiu, w tym by nam pomagała
Bo ona duszę – jako pokarm ciało – by zasilała.
Więc zadbajmy o to, by nigdy, tak dusza jak i ciało

Bez posiłku, w drogę życia nie wyruszało. 

Ścieżki życia


Życie - choć nasze - chodzi swoimi ścieżkami
Nie licząc się z naszymi potrzebami.
Mimo to, każdego dnia świtaniem
Cieszymy się, jego nastaniem.
Przeżyć, jak najwięcej dni pragniemy.
 – Choć, czym nas obdarzą, nie wiemy.

– Już słyszę głosy za plecami:
Przesadzasz waść, z tymi pragnieniami.
Już nie jednemu żyć się odechciało
Jak mu życie, co dnia, cierpień dokładało.
Dobro i piękno, nie zawsze w życiu dominuje.
Bywa, że człek, sam sobie dołek wykopuje.

Prawda! Ziemia jest okrągła – powiadają.
Lecz doły i góry – nie tylko równiny – ją pokrywają.
Na drodze życia – wszyscy – tak bogaty, jak i ubogi
Napotyka przeróżne nierówności – uskoki i progi.
Rzadziej byśmy, o nie się potykali
Gdybyśmy ręka w rękę chadzali.

Toteż, miast wytrząsać się, za moimi plecami
Pracujcie nad, prostującymi ścieżki życia sposobami.
Coś mi się wydaje, że otaczające nas ciemności
Utrudniają poruszanie się w doczesności.
Czy oświaty lampionów, do głów powstawianie

Nie ułatwiło by nam, po doczesności poruszanie?

O polskiej wolności


Gdyby Polacy, za bardzo sobie nie swawolili
To by sąsiedzi ich nie zniewolili
A że Polacy swych chuci okiełznać nie zdołali
Więc sąsiedzi tę słabość wykorzystali.
Trójka ich Polskę rozmontowała.
A polska wolność na wygnanie się udała.
Dopiero spadkobiercy się opamiętali
I odzyskanie wolności, za cel życia obrali.
W walkach  o nią życia nie szczędzili
- Dotąd walczyli, aż ją wywalczyli.
Powiem: Żeby o wolność nie wojować
Wystarczy ją pielęgnować.
 Tymczasem ……!
Polacy, owocami wolności, wprost się zajadają,
Lecz drzewo, je rodzące, miast podlewać – olewają


W rocznicę chrztu Polski, nie tylko o chrzcie


Chrzest naszego władcy - Mieszka Pierwszego
Przyczynił się do wzrostu znaczenia Księstwa Polskiego.
Czeska księżniczka – Dobrawa – się poświęciła
I pogańskiego księcia – Mieszka I – poślubiła.
Książę Polan zaraz dostał animuszu wielkiego
I na kwaśne jabłko stłukł margrabię saskiego.
Brać niemiecka, przez długie wieki tego nie przełknęła
I w zemście – 1939 roku – wojnę z Polską wszczęła.
Napaść ta, na cały świat, pożogą się rozlała
Ale i tak, Polska w niej najbardziej ucierpiała.

Czy obecne Niemcy, swe zaborcze zapędy pohamowały?
Nie! – One tylko im odmienną formę nadały.
Dzisiaj Niemcy powiadają
Że Europę uzdrawiają.
Ale pod płaszczykiem uzdrawiania
Skrywają swe ciągotki do dominowania.
Dziś nie usłyszymy oddanej na Westerplatte, salwy z pancernika
Tylko szkodzące Polsce słowa, wypowiedziane w Brukseli przez niemieckiego polityka.
Dziś nie zobaczymy dymu, z obozowych krematoriów płynącego
Tylko Przewodniczącego Schulza PiS- owski rząd krytykującego
.

Odezwa do Polaków


Drodzy Rodacy!
Nie uważajmy, za zło konieczne - pracy.
Uszanujmy rodaka swego
Na ławce życia - obok - siedzącego.
Przetrzepmy, od czasu do czasu tyłek głupocie
Bo ona staje w poprzek - dobrej robocie.
Rzadko odróżnia dobro od zła
Lecz twierdzi, że na wszystkim się zna.
Sprawiedliwe prawo ustanawiajmy
I jego przestrzeganie wymuszajmy.
Chrońmy nasze wody, pola i lasy.
Bo to, każdego państwa atutowe asy
- Jeśli je sprzedamy
Uszczerbku niepodległości doznamy.
A Władzy Trzeciej, jeśli nie zreformujemy.
- Rewolucję, na się - chciał nie chciał - ściągniemy.

Ponocne wyznania


Z wczoraj na dzisiaj - podczas nocy zarywania
Postanowiłem wyrzucić z siebie, dręczące wyznania.
I niech walą się na moją, starą głowę gromy.
Niech mnie przeklinają, chciwe skarbów gnomy.
Wypowiem głośno, nie bacząc, choćby i na tęgie lanie,
Żerującym na ludzkim cierpieniu hienom, swoje zdanie.
Więc przyjmijcie - choćby i sławni chciwcy - do wiadomości
- Uzależnianie, leczenia od ilości kasy, to hańba ludzkości.
Lecznictwo, jak wiadomo "Służbą Zdrowia" jest nazywane.
Czemu, z zaspokajaniem komercyjnych potrzeb jest zrównane?
Gdyby państwo, z nałożonej roli dobrze się wywiązywało,
To, w USA szukać ratunku dla Kajtka by nie musiało.
Bo państwo jest nie tylko od, armii urzędniczej utrzymania, 
Lecz także od potrzeb zdrowotnych, obywateli zaspokajania.

Kończąc, zapytam: Czy jest coś bardziej podłego

Od żerowania, na nieszczęściu bliźniego swego?

Oddanie się Jezusowi


Jezu Chryste – Boże mój i Panie.
Oddaję Ci się, bez reszty we władanie
– Więc, umysł, serce i dłonie moje
Niech się staną, jakoby narzędzia Twoje.
Przyjmij je i użyj wedle swej woli.
– Wyschnie wówczas wiele źródeł niedoli.
Bo Ty patrząc z nieba wysokiego
Dojrzysz każdego – złem emanującego.
Zło – szybko dostrzeżone
W zarodku może zostać zduszone.

A szybkie, ze złem się rozprawianie
Pozwoli dobru na rozprzestrzenienie.
O!! gdyby tak dobro świat opanowało
Nic już życia, nam by nie obrzydzało.
No i nie tylko w maju

Żyło by się nam jak w raju.